Tajlandia – zimowa podróż

Tajlandia jest dla mnie krajem wielu kontrastów, historia przenika w nowoczesność, wielki przepych przeplata się z biedą, tradycyjna prowincja z turystyczną plażą, a buddyjskie świątynie z meczetami. Spędziliśmy tu 3 tygodnie podróżując z jednego krańca kraju na drugi. Mam nadzieję, że nasze doświadczenia pomogą Wam zaplanować wyjazd i może zahaczyć o miejsca, których początkowo nie było na Waszej liście.

Na wstępie, warto zaznaczyć, że Tajlandia jest monarchią, a jej mieszkańcy bardzo poważnie podchodzą do tradycji i koncepcji królestwa. Na banknotach, przy ważnych ośrodkach kulturalnych i w prywatnych domach bardzo często można spotkać się z wizerunkiem zmarłego już króla –  Bhumibola Adulyadeja, Ramy IX-ego. Obecnie, na tronie zasiada jego syn, co jest niemałą bolączką dla Tajów, ze względu na jego hulaszczy tryb życia, rozwody, czy kontrowersyjny sposób ubierania się. Niemniej, pomimo wszelkich kontrowersji, krytyka głowy państwa jest niemile widziana, a ujma często jest traktowana bardzo personalnie.

Historia Tajlandii (dawniej Syjamu) sięga wiele tysięcy lat wstecz, pierwsze ślady uprawy roślin na obecnym terytorium kraju można liczyć w wielu tysiącach lat, ale sam zalążek kraju, wtedy znanego pod nazwą Ajutthaja, powstał w XIV wieku, a jego stolicą wkrótce zostało miasto o tej samej nazwie. To miejsce, które najczęściej wspominam z całej naszej wyprawy. Ale o tym później.

Jak na wszelkie wyprawy objazdowe, do Tajlandii również warto wybrać się w większym gronie. Nam towarzyszyła para przyjaciół z Polski – Ania i Radek, których serdecznie pozdrawiam 🙂 Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to poza natarczywym zaczepianiem przez straganiarzy i barowych naganiaczy na ulicach w Bangkoku i hordami bezdomnych psów na północy kraju, to nie ma na co narzekać – Tajowie są uśmiechnięci, uprzejmi i skorzy do pomocy. Towarzystwo bardziej przydaje się podczas długich przepraw pociągiem, czy samolotem i jest niezastąpione, by mieć z kim wspominać wyjątkowe miejsca, poznanych ludzi, a i żeby troszkę poimprezować w sylwestrową noc, bo do Tajlandii  wybraliśmy się na przełomie roku.

Planując podróż warto zaznajomić się z kalendarzem klimatycznym, ale należy wziąć ze sobą zarówno odzież przeciwdeszczową jak i szorty czy bikini, bo pogoda jest tu bardzo nieprzewidywalna.

Naszą wizytę rozpoczynamy w skąpanym w słońcu 9-milionowym Bangkoku, który według badań jest najgorętszym miastem na świecie biorąc pod uwagę średnią rocznych temperatur. Już sama przeprawa z lotniska do centrum to ciekawa przygoda, krajobraz miejski znacznie odbiega od europejskich miast, bieda bardzo rzuca się w oczy, nad ulicami wiszą połączone ze sobą przewody elektryczne, które bzyczą w upale, przy ulicach stoją wózki straganiarzy sprzedających świeże owoce, street food czy soki, a po samych drogach mkną zawrotne ilości skuterów i tuk tuków.

Lokalne jedzenie bardzo nam pasuje, pierwszego wieczoru udajemy się na główną turystyczną ulicę miasta  – Khao San Road, gdzie o każdej porze doby panuje ogromny zgiełk. Odkrywam tu moje ulubione curry – masamaan, które do tej pory próbuję odtworzyć w domu (ze wcale niezłym skutkiem), ale niestety nie pamiętam nazwy knajpki, jest to dość popularna potrawa, wiec nie powinniście mieć problemu, żeby na nią trafić. Podstawą jest pasta masamaan curry, pomidory i … ziemniaki. Bardzo aromatyczne i sycące danie. Posileni, rzucamy się w zgiełk Khao San – kupicie tu wszelkie pamiątki, ubrania, biżuterię czy jadalne robale. Wybierając ciuchy, warto pamiętać, że Tajowie i Tajki są znacznie drobniejsi od Europejczyków, więc trzeba mieć to na uwadze wybierając rozmiar S czy M. Ciemną stroną Khao San jest na pewno czarny rynek związany z erotycznymi występami i prostytucją nieletnich – naganiaczy jest bardzo wielu, a więc trzeba uważać, bo chcąc zażyć odrobiny rozrywki, można dorobić się niezłej traumy. My byliśmy już przygotowani, bo wcześniej w Tajlandii byli już nasi znajomi i ostrzegli nas, na co należy uważać.

Kolejnego dnia rano wybieramy się na podmiejski wodny targ, gdzie lokalsi sprzedają owoce, warzywa, czy owoce morza, a można też tu nieźle zjeść. Natomiast, czy wypad na taki targ jest wart osobnej wycieczki – pozostawiam decyzję Wam – mnie to polecane w wielu przewodnikach miejsce nie zachwyciło, ponieważ więcej tu turystów niż lokalnych zakupowiczów.

Wiedząc, że do Bangkoku jeszcze wrócimy, wsiadamy w pociąg i jedziemy na północ kraju, aby zobaczyć najważniejsze zabytki Tajlandii. Wsiadamy pociąg o podobnym standardzie jak PRL-owskie wagony, a bilet kosztował grosze.

Pociąg zabiera nas do Ajutthai, dawnej stolicy kraju, kolebki kultury, miasta wielu świątyń, uśmiechniętych ludzi oraz pięknych kwiatów i drzew. Wchodzimy tu w deal z Panem z tuk tuka, który za ok. 150PLN obwoził nas po tej perełce Tajlandii cały dzień, by wieczorem zabrać nas do lokalnej knajpki, gdzie oprócz nas, nie było ani jednego turysty.

Ajutthaja jest przepiękna, świątynie, chyba najsławniejszy pomnik Buddy na świecie (rzeźba “wrosła” w drzewo), dzikie storczyki i inne egzotyczne kwiaty… Wszystko to na wyciągnięcie ręki i w przemiłej atmosferze, która pomimo oczywistych różnic pozwala nam poczuć się jak w domu. Mogłabym tam zamieszkać!

Nie oddawaliśmy się wątpliwej przyjemności jazdy na słoniach, niestety sposób, w jaki są traktowane pozostawia wiele do życzenia i nie chcieliśmy wspierać taki praktyk i apeluję: proszę zróbcie to samo. Jeśli chcecie poobcować z tymi niezwykłymi zwierzętami, Tajlandia oferuje szereg sanktuariów, gdzie słonie odzyskane z rozrywkowych przybytków mogą zaznać spokoju i troski. My, przy kolejnej wizycie, na pewno udamy się do jednego z nich.

Poniżej, dodatkowe migawki z miejsc, które odwiedziliśmy w Ajutthai. Nie będę tu wklejać opisów, które miejsce jest czym, bo wszystko to znajdziecie w internetach. Każde zdjęcie staje się widokówką bez większych starań ze strony fotografa. Abyście mogli odwiedzić miejsca, które zrobiły na Was największe wrażenie, upewniłam się, że wszystkie zdjęcia są opisane.

Gdybym mogła cofnąć czas, na pewno spędzilibyśmy w Ajutthai więcej czasu, co Wam serdecznie polecam.



Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s