Podlasie. Kraina z bajki.

Nadszedł czas, aby napisać o jednej z naszym rodzimych eskapad. Zupełnie specjalne miejsce w naszym sercu zajęło Podlasie. Oboje z Radkiem byliśmy tam pierwszy raz. Pojechaliśmy tam w kwietniu, żeby uniknąć majówkowego, a później wakacyjnego natłoku ludzi. Udało nam się zatrzymać w najbardziej klimatycznym miejscu w Polsce jak do tej pory, bo dzięki temu, że spaliśmy w Korolowej Chacie nasz pobyt był jeszcze bardziej wyjątkowy. Kilka zdjęć samej miejscówki poniżej:

Dom znajduje się na uboczu, nie mamy żadnych sąsiadów, za to zacny kawałek ziemi, domek na drzewie, studię, czy zewnętrzny prysznic na deszczówkę, dla którego chcę tam wrócić, kiedy będzie trochę cieplej. Chata jest drewniana, urządzona bardzo prosto, ale ze smakiem – surowe drewno, koronki, ikona u powały, a w kuchni sam król – opalany drewnem piec, na którym Radek nie omieszkał przygotować ziemniaczanych talarków jak za dzieciaka. Mamy tu też księgę gości z wpisami z całego świata (np. z Brazylii), które mogą zaświadczyć o wspaniałym, regionalnym klimacie tego miejsca.

Miejsce jest dobrą bazą wypadową, dlatego też w pierwszy dzień kierujemy swoje kroki do Białowieży, dzikiego lasu Europy. Nie chcę się tu rozpisywać na tematy polityczne, bo nie jestem ekspertem. Nie podoba mi się, co zrobił swojego czasu minister Szyszko wycinając pradawny las, ale z drugiej strony miejscowi, którcy spotykamy czy to na targu, czy na wieczornym piwie, jak i sam gospodarz naszej pięknej chaty mówią, że sprawa nie jest taka prosta do osądzenia, bo w Puszczy jest faktycznie plaga kornika, jakiej wcześniej nie widzieli. Wchodząc do lasu faktycznie widzimy dużo powalonych drzew pokropkowanych tunelami wyjedzonymi przez larwy kornika. Tak jak napisałam powyżej, nie znam się, więc nie oceniam. Wklejam za to kilka igawek z pierwszego dnia w Białowieży.

Po długim dniu szwędania się po zakamarkach Puszczy solidnie głodniejemy. Internety każą nam skierować kroki na sławną lokalnie soliankę. Leśna Dziupla, bo o niej mowa, to niby zwykły przydrożny bar w popeerelowskim domku. Wchodzimy do środka, zza kontuaru uśmiecha się miła Pani, a nad nią widnieje dzisiejsze menu na czarej tablicy kredowej. Przebąkiwujemy, że słyszeliśmy , że solianka dobra i chyc! przed nami lądują dwa talerze dobrze przyprawionej rybnej zupy z oliwkami i kaparami. Pycha! Serdecznie polecam to miejsce, bo nie dość, że jedzenie dobre, to atmosfera niepowtarzalna. Następnego dnia kroki kierujemy do restauracji Stoczek 1929. Restauracja na pewno bardziej elegancka, a i jedzenie ładniej podane, ale jeśli musielibyśmy wybierać, na pewno w naszych oczach króluje jednak Dziupla. Warto jednak nadmienić, że zjedliśmy w Stoczku smaczną soljankę, bliny i placki ziemniaczane:

Ostatnim jedzeniowym miejscem, o jakim chciałabym tu wspomnieć jest Walizka. Jest to urokliwa kawiarnia z najlepszym wypiekiem polskim naszym skromnym zdaniem. Mowa o marcinku, o którym pierwszy raz przeczytałam w “Okularniku”  Katarzyny Bondy. Musieliśmy sróbować i przepadliśmy. I warto tu wspomnieć, że Radek nie jest fanem słodkości. Do tego stopnia, że mieliśmy małą batalię o to, czy zje tort na naszym własnym weselu… Myślę, że sekretem wypieku jest krem na.. kwaśnej, a nie słodkiej śmietanie. Naprawdę wyjątkowy smak. Poniżej dodaję zdjęcie marcinka z Walizki i wypiek, który spróbowałam odtworzyć po powrocie do domu. Z całkiem niezłym skutkiem, muszę nieskromnie przyznać 😉

Całe Podlasie jest niezykle bajkowe, kolorowe, z serdeczymi ludźmi. Bardzo polecamy na wizytę i podsumowując, chcielibyśmy zaznaczyć, że spotkać żubra wcale nei jest tak trudno… Poniżej dodatkowe migawki.

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s